Wyzwanie

Wyzwanie Rowerami na Niemcy z Gdańska do Świnoujścia

Latem 2020 roku wybraliśmy się w szalony rajd rowerowy pod rosyjską granicę. Uczestnicy przeklinali mnie przed oraz w trakcie jazdy, lecz na koniec każdy był zadowolony.

„Tylko Rzeczy, które wymagają od Nas trudu i wysiłku dają ogrom prawdziwej satysfakcji”.

Naturalną koleją rzeczy była dla mnie myśl o kolejnym wyzwaniu na rowerach. Skoro udało nam się przejechać 200 km jednego dnia, trzeba było spróbować zmierzyć się z cięższym kalibrem i przełamać (odwiedzić) kolejną granicę.

Gdańsk – Świnoujście. 420 km rowerami w dwa dni. Zwykłymi, turystycznymi rowerami. Nie zwlekając aż mój zapał wygaśnie już na początku roku ogłosiłem taki pomysł Rowerami na Niemcy. Padło na termin kwietniowy, gdyż byłem spragniony wyzwań po roku pandemii. Nie był to najpewniejszy pogodowo termin, ale przynajmniej wiedziałem że nie będzie kolidował z majówkami, komuniami czy urlopami.

wyprawa rowerowa TrainMeNow z Gdańska do Niemiec planowanie

Planowanie rowerowej wyprawy

1 Kwietnia. Trzy tygodnie do wyprawy i standardowo nic nie było jeszcze gotowe. Lista uczestników się klarowała, ruszyłem z logistyką aby wszystko dopiąć na ostatni dzień przed wyjazdem. Co było do załatwienia?

  • bagażniki
  • samochody
  • uczestnicy
  • koszulki
  • noclegi

Wszystko jak zwykle udało się dzięki pomocy dobrych ludzi. Stroje (jak zwykle) załatwił mój partner odzieży sportowej Cutline, a sponsorem wyjazdu został po raz pierwszy salon KIA Interbis z Gdańska (coraz poważniejsze firmy przy moich pomysłach, to cieszy).

Tydzień przed wyjazdem

Prognozy pogody pokazywały słońce i kilkanaście stopni. W każdy dzień oprócz dni wyjazdu. Zapowiadało się fatalnie. Zasiało to też tym samym ziarno wątpliwości czy nie odwołać całego zamieszania. Jeśli mielibyśmy przez 2 dni jechać w deszczu i wietrze, mogłoby się skończyć zbiorowym L4 i pozwem sądowym w moją stronę. Odpowiedzialność. Ustaliłem, że 48h przed podejmiemy ostateczną decyzje, zależnie od profesjonalnej prognozy pogody.

Dwa dni przed wyjazdem

Prognoza pogody mówiła:

  • Piątek 7 stopni, wiatr 10m/s, odczuwalna 0 stopni
  • Sobota 7 stopni, słońce, wiatr 5 m/s

Zapytałem uczestników, większość na tak. Ja też ale jednocześnie pełen wątpliwości. Jednak jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Wszystkie bagażniki, noclegi i cała logistyka zostały dopięte. Nie ma odwrotu, mieliśmy zmierzyć się z tym. rowerowym wyzwaniem Postanowiliśmy pojechać. Siedmiu Wspaniałych Rowerzystów, którzy w większości kilka dni temu wyjęli rowery z piwnicy, dwie osoby techniczne. Mieliśmy jeden cel: dojechać w dwa dni z Gdańska do niemieckiej granicy.

Piątek czyli pierwszy dzień wyprawy

Zbiórka 5:30 pod salonem KIA Interbis w Gdańsku (ulica Kartuska 408). Cel ambitny, bo dojechać 230 km w ciągu dnia do Darłowa, gdzie mieliśmy zaklepany nocleg. Podczas zbiórki już się czuło, że mamy przekichane. Solidny wiatr oraz niska temperatura sprawiały że nawet podczas jazdy czuć było przeszywające zimno. Jak zawsze jestem optymistą, to tym razem w mojej głowie tliła się jedna myśl: „po cholerę?!”.

Trasą z Gdańska do Darłowa na szczęście się nie martwiłem, gdyż przewodził nam rowerowy weteran Piotr, który jeździ rocznie na rowerze tyle, ile przeciętny Kowalski samochodem. W ciągu pierwszych 20 kilometrów po mieście zimno nie ustawało, bo jechaliśmy ciągle z górki. Jedynym pozytywem było wyglądające zza chmur słońce.

Pierwszy postój w Pucku

Puck 60 km. Wszystko szło póki co dobrze, ale trasa rowerowa też nie była niezbyt wymagająca. Jechaliśmy naszymi amatorskimi rowerami dalej. Celem pierwszego dnia było  Sasino, które było na 130 kilometrze. Dotarcie do Sasina oznaczało zrobienie  60% trasy. Po wyjechaniu z Pucka trafiliśmy na pustą od wszelkich budynków i drzew drogę. No i się zaczęło. Kiedy już robiło się przyjemnie, napotkaliśmy nasz wydawałoby się największy problem, o którym mówił każdy kto jechał podobną trasą. Słynny zachodni wiatr.

Wyobraź sobie, że jedziesz rowerem po płaskim asfalcie, a obciążenie jest jak pod górkę. Ale wiesz, że nie jedziesz pod górkę więc frustracja narasta. Kiedy mocniej zawiewało praktycznie stopowało rower tak jakby ktoś Cię ciągnął za siodełko (pozdrawiam Łukasz!) Mój mental oberwał podwójnie gdyż moja maszyna nie jest najwyższej klasy i ewidentnie zacząłem odstawać od ekipy, której przecież miałem przewodzić. Słabiutko, no ale jedziemy.

rowery Gdańsk Krokowa Świnoujście Niemcy

Krokowa – 80 Kilometr

Pierwszy postój mieliśmy w Krokowej po wietrznych doświadczeniach. Zdecydowanie nasze tempo opadło. Było już po godzinie 11, więc musieliśmy się zacząć sprężać. Nagle dopada nas kolejna mocna przeciwność. Nasz nawigator podjął decyzję, że zawraca. Problemy zdrowotne, szczepienie kilka dni wstecz i inne czynniki złożyły się na tą decyzję. Gość przejeżdża w rok tyle co ja przez całe życie więc każdy uszanował. Musiało się stać coś dużego.

Nieoczekiwana zmiana czyli czy jedzie z nami pilot?

Ja zbladłem, bo uświadomiłem sobie że od tej pory ja przejmowałem stery i decyzje odnośnie dalszej trasy. Moje przygotowanie z logistyki drogi oceniłem na naciągane 3+. No nic, musieliśmy jechać dalej do Sasina.

Już pierwsza moja decyzja jako przewodnika okazała się fatalna w skutkach, choć o tym później. Zameldowaliśmy się na obiedzie w Sasinie (Ewa Zaprasza Sasino – mega knajpa, polecamy!). O godzinie 15.00 ruszyliśmy w dalszą trasę, zostało 100 km.

Perspektywa bycia w Darłowie na godzinę 22.00 pozostawała realna. Walczyliśmy, na każdym kilometrze. Decyzja odnośnie dalszej trasy była następująca: Jedziemy ścieżką bliżej morza, bo tam jest więcej drzew i mimo leśnej drogi będzie jechało się przyjemniej niż po asfalcie mając cały czas czołowy wiatr. Wiadomo, logiczne. Przynajmniej tak się wydawało.

Trasa robiła się coraz bardziej leśna aż nagle wjechaliśmy na teren Słowińskiego Parku Narodowego. Przypominam, że cały czas jechaliśmy rowerową międzynarodową trasą R10. Przebiegała ona przez jedyną wyznaczoną przez Park Narodowy ścieżkę.

Jechaliście kiedyś rowerem po plaży? Pewnie że nie, bo to idiotyczne i bez sensu. My jechaliśmy. Droga przez Słowiński Park Narodowy była piaszczysta do bólu. Dosłownie. Jak pedałowałeś to musiałeś robić to dwa razy mocnie. Jak przestałeś pedałować to traciłeś kontrolę nad rowerem. Były momenty że trzeba było prowadzić rower. I tak przez 8,5 kilometra. Od naszych przekleństw okoliczne zwierzątka pochowały się w norach, bo było im wstyd. Dziewczyny były w samochodach 50 km od nas, bo tu nie było drogi dla aut. Psychika siadała, wszystko było do niczego i bez sensu.

Jazda rowerami przez bagna

Grupa niestety się rozdzieliła i niektórzy zostali z tyłu. Nie mogliśmy pozwolić sobie na przestoje, bo słońce było coraz niżej. Kiedy myśleliśmy, że piaszczysta droga to najgorsze co nas spotkało, wujek Google zadrwił z nas i stwierdził ,że nasza droga rowerowa poprowadzi przez Bagna Izbickie.

I bynajmniej nie były to bagna tylko z nazwy. Naszym oczom ukazała się totalnie nieprzejezdna droga. Ona nie nadawała się do przejścia. Szybka analiza sytuacji: Po lewej bagna, po prawej bagna a za nami 9 km piasku. Nie ma co, postanowiliśmy jechać rowerami przed siebie. Liczyliśmy, że za 500 m będzie normalna droga. Nic bardziej mylnego. Trasa była coraz bardziej fatalna. Błoto po kostki a jeżeli źle stanęliśmy to i po kolana. Trwało to już godzinę i nie widać było końca. Oczywiście nie było zasięgu, bo byliśmy na totalnym odludziu. Gdyby się ściemniało każdy z nas miałby tam pełne gacie, jestem pewien.

szlak rowerowy wybrzeże Bałtyk

Piasek, bagna, czy może być coś gorszego?

Robiła się godzina 19. My cali przemoknięci minęliśmy drogowskaz, który pokazywał 2km do najbliższej cywilizacji. 70 km do celu, nie wiadomo jaką drogą. Złapaliśmy zasięg i oznajmiliśmy wszystkim naszą chwilę temu podjętą decyzje: Koniec na dziś. Czar prysł. Pakujemy się do aut i jedziemy do miejsca noclegu.

Porażka. Podobno nie widziano mnie tak wkurzonego i zrezygnowanego jak wtedy. Moje ego zostało w jednej chwili zgniecione jak kartka papieru i wrzucone do kosza. Byłem wkurzony i jednocześnie zwyczajnie smutny, bo to się mogło udać. Najpewniej by się udało gdyby nie mój wybór trasy. Tego nie wiemy, ale mój nastrój udzielił się reszcie załogi. Wszyscy czuliśmy się pokonani.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce noclegu w Darłowie, nastroje już się trochę ożywiły i zaczęliśmy myśleć o dniu kolejnym. Zrobiliśmy sobie odprawę, na której ustaliliśmy że zapominamy o dniu dzisiejszym, myślimy o jutrzejszym odcinku oraz celujemy głównie w pewniejsze drogi asfaltowe. Wiedzieliśmy też, że w województwie Zachodniopomorskim trasa jest lepsza. Nie zmieniało to faktu, że zostało do pokonania 190 km. Obawialiśmy się kolejnego dnia i co przyniesie.

polar trasa GPS

trasa rowerowa do Niemiec

Sobota czyli drugi dzień wyprawy

Zbiórka odbyła się rano godzinie 5:45,  aby o za 5 minut wyjechać z Darłowa. Ostatnie poprawki na naszych przeciętnych maszynach i stało się, ruszyliśmy w trasę z o wiele większym respektem niż dzień wcześniej. Z myślą, że jak nie damy rady do zachodu słońca to dziewczyny po nas podjadą, ale tym samym mogło oznaczać to naszą porażkę.

Drugiego dnia naszej wyprawy rowerowej trasę planowałem na bieżąco. Źródłem były znalezione w internecie notatki osób, które jechały w przeciwną stronę. Zaczęliśmy nieźle, bo od polnej drogi, gdzie musieliśmy zsiąść z rowerów. Naszym oczom ukazały się od razu demony dnia poprzedniego, ale na szczęście tylko na chwilę, bo za moment sunęliśmy po pięknej asfaltowej drodze dla rowerów.

Pierwszy cel drugiego dnia jazdy: Mielno. Trasa zleciała bardzo sprawnie i już o 9 okupowaliśmy Żabkę w centrum polskiej Ibizy.

rowerzyści jadą do Świnoujścia

Po śniadaniu ruszyliśmy dalej. Praktycznie cały czas genialna asfaltowa ścieżka w lesie, my sami na trasie. Odżyliśmy. Zaczęliśmy być prawdziwym zespołem. Trzymaliśmy się cały czas koło w koło i każdy jechał z uśmiechem na twarzy. Większego zmęczenia nie stwierdzaliśmy.

Kolejne etapy wyprawy

Podzieliśmy trasę na kawałki. Ustalaliśmy sobie małe cele i postoje co 15-20 km. To sprawiało, że trasa była łatwiejsza do strawienia dla psychiki. Zaczęliśmy utrzymywać stałą prędkość co nas jeszcze bardziej zsynchronizowało i dodało skrzydeł.

O godzinie 13:00 zameldowaliśmy się w Rewalu na obiedzie, który czekał na nas praktycznie „just in time” (brawo dziewczyny!). Spojrzeliśmy na zegarki, na siebie i na twarzach pojawiła się nadzieja i uśmiechy. To się powinno udać! Do celu zostało co prawda ciągle 90 km, ale byliśmy naładowani energią.

Dalsza trasa to sama frajda. Oczywiście dało się odczuć trudy całej wyprawy, ale przyjemność ze wspólnego towarzystwa pozwalała zapomnieć o bólu. Jechaliśmy porządnymi drogami krajowymi, z daleka wyglądaliśmy jak profesjonalny zespół kolarski i staraliśmy trzymać się wciąż stałą prędkość. Mijaliśmy kolejne miejscowości, cały czas jadąc po płaskim.

Wyjeżdżając z Międzyzdrojów, nagle napotkaliśmy kilka solidnych wzniesień. Okazało się, że mieliśmy na nie siły! Pomimo 300 km w nogach, górki były dla nas (no dobra, mówię za siebie) przyjemnością. Powoli endorfiny zaczęły o sobie dawać znać.

Ostatnia prosta

Ostatni odcinek trasy w kierunku Świnoujścia to była poezja. Jechaliśmy wspólnie po poboczu drogi krajowej nr 3, która prowadziła prosto na prom do Świnoujścia. Asfalt wydawał się być jak z jedwabiu, jechało się bardzo lekko. Nigdy nie czułem podobnej przyjemności podczas jazdy na rowerze, dlatego też na koniec przyśpieszyliśmy. Z mojej strony zero zmęczenia. Lekko bolały achillesy, ale to nie miało znaczenia. Na tamtą chwilę miałem tyle mocy, że najchętniej przejechałbym trasę raz jeszcze.

Świnoujście

Chwilę później dumnie wjeżdżaliśmy na prom w Świnoujściu. Współczuję mieszkańcom, którzy przekraczają w ten sposób rzekę kilka razy dziennie. Przeprawa trwała ok. 40 minut. To dobrze, że budowany jest tunel pod Świną na drugą stronę.

W końcu jesteśmy na wyspie Uznam, która zamyka od północnego zachodu Zalew Szczeciński. Po drugiej stronie zostało nam symboliczne 3 km do mety. Pestka.

trasa rowerowa

Wygraliśmy. Na mecie przy samej polsko-niemieckiej granicy czekały na Nas nasze dzielne dziewczyny z kwiatami, szampanem i wstęgą linii mety zrobioną z 3-warstwowego papieru toaletowego. Koniec.

trasa rowerowa wzdłuż Bałtyku mapa Polar

Co dalej?

Uroczysta relacja live na Facebooku z podsumowaniem wyprawy wykrzaczyła się po kilku sekundach. Zostały więc szybkie zdjęcia i do samochodów. Nie było za dużo czasu na świętowanie, było nam strasznie zimno i mieliśmy przed sobą widmo 5-6 godzinnej trasy do domu w kierunku Gdańska.

Zanim usnąłem w samochodzie, czyli po jakiś 20 minutach od ruszenia, czułem tylko rozlewającą się po ciele i umyśle wszechogarniającą satysfakcję. Kurde, zrobiliśmy to! Niewiarygodne! Dojechaliśmy w dwa dni rowerami z Gdańska do Niemiec!

Podsumowanie wyprawy rowerowej

Słowem podsumowania będzie (być może nazbyt) patetyczne i coachingowe porównanie naszej wyprawy do życia. Często boimy się dokonywać nieoczywistych wyborów w obawie przed porażką. Okazuje się jednak, że dzięki tejże porażce nabieramy siły i doświadczenia aby osiągać więcej.

wyzwanie rowerowe Gdańsk Niemcy

My podjęliśmy, wydawać by się mogło bezsensowne wyzwanie, które pozwoliło nam jeszcze lepiej poznać nasze ciała, przesunąć horyzont zmęczenia i możliwości o kolejne kilka stopni.

Trochę statystyk

Cała trasa z Gdańska do Świnoujścia wyglądała jak poniżej na mapie.

cała trasa rowerowa Gdańsk Świnoujście Bałtyk
źródło: Google Maps

Mamy jeszcze dla Was garść statystyk z aplikacji Polar.

Podziękowania za wsparcie

Dziękuje wszystkim, którzy nas wspierali podczas wyprawy (oj, dało się to odczuć uwierzcie), naszym partnerom Cutline oraz KIA Interbis z Gdańska. Uczestnikom nie dziękuję, bo Wy sami wiecie, że było warto.

Niedługo kolejna granica (a nawet dwie). W głowie już wszystko zaplanowane. Oczekujcie.

Wyślij i podziel się artykułem ze znajomymi. Dzięki!

Tags:

Przeczytaj na blogu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed

Rowerami na Niemcy! Jedziemy z Gdańska
100 000 kroków w jeden dzień

Markowa odzież sportowa TMN

ubrania sportowe markowe
odzież sportowa bluza do treningu
trener personalny z Gdańska Cezary Dobrzelecki t
trainmenow trening online trener personalny w Gdańsku
Menu